Żniwa, sierp, kosa…

Dzisiaj żniwa przebiegają prawie niedostrzegalnie. Jednego dnia pole pokryte jest łanem zboża, a następnego dnia jest to już gołe ściernisko albo nawet zaorany szmat pola. Dawniej był to czas kilkutygodniowej, wytężonej pracy, wymagającej w dodatku starannych wcześniejszych przygotowań. Już koniec czerwca i początek lipca gospodarze poświęcali na przegląd i przygotowanie narzędzi żniwnych. Przez wieku wyglądało to bardzo podobnie. We wszystkich zagrodach wyciągano ze spichrzy i stodół sierpy, kosy, drewniane grabie do zbierania pozostałych na polu kłosów, tzw. babki i ostrzałki. Gospodarze dokonywali przeglądu narzędzi i w miarę potrzeby naprawiali je, aby być w gotowości na ważny moment rozpoczęcia żniw.

[singlepic id=363 float=center]

Żniwa w Ołtarzach Gołaczach. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=364 float=center]

Żniwa w Ołtarzach Gołaczach. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

O sierpach

Jeszcze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku sierp na wsi wcale nie należał do rzadkości, chociaż z reguły zmieniała się już jego funkcja. Było to narzędzie rolnicze do żęcia zbóż i traw, z półkoliście zakrzywionym ostrzem osadzonym w krótkiej, drewnianej rękojeści. Sierp od wewnątrz miał zaostrzoną krawędź, a późniejsze sierpy roboty fabrycznej często miały powierzchnie ząbkowane, ułatwiające ścinanie kłosów.

[singlepic id=367 float=center]

Żyto. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

W czasach, kiedy zboża żęto sierpem, żniwa rozpoczynały się we wszystkich gospodarstwach w tym samym terminie i często były pracą zespołową, gdzie żeńcy przechodzili kolejno, dzień za dniem, z jednego pola na drugie. W tych żniwach najważniejszą rolę pełniły kobiety, bo sierp był narzędziem im przypisanym. Pracę rozpoczynała najbardziej doświadczona i sprawna kobieta, która nadawała tempo. Tuż za nią, schodkowo, ustawiały się kolejne żniwiarki. Przy ścinaniu zboża sierpem, kobieta chwytała garść kłosów poniżej ich nasady i odcinała je ostrzem. Kupki kłosów układane były na ściernisku, a po zżęciu całego pola i przesuszeniu zwożono je do stodoły. Należy pamiętać, że ówczesne pola były bardzo rozdrobnione, najczęściej w postaci długich i wąskich pasów.

W pierwszej połowie XX wieku sierpy do koszenia używane były już rzadko, ale służyły do podbierania zboża za kosiarzem i formowania snopków. Takie sierpy często wykonywane były z grubego drutu, wygiętego w klasycznym kształcie. Od połowy XIX do połowy XX wieku używane było do żniw narzędzie stanowiące formę pośrednią między sierpem i kosa, a zwane półkoskiem, podobne do kosy osadzonej na krótkim trzonku.

[singlepic id=360 float=center]

Żniwa w Chruszczewie. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=361 float=center]

Żniwa w Krasnem. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

O kosie

Kosa składała się z długiego, lekko zakrzywionego do dołu ostrza, osadzonego pod kątem prostym na drzewcu zwanym kosiskiem. Dla lepszego układania pokosów, kosę zaopatrywano w kabłąk, kabłąk z płachtą lub kilka długich, wąskich zębów wystruganych z twardej gałęzi, zwanych prątkami. Sztuka sprawnego koszenia była ważną umiejętnością  gospodarza, do której przyuczany był od młodości. Kiedy chłopak dobrze już machał kosą i pokosy odkładały się równo, odbywały się na początku żniw uroczyste wyzwoliny na kosiarza, zwane też frycowym lub wilkiem.

Koszenie odbywało się parami: przodem szedł mężczyzna z kosą, a z tyłu za nim kobieta wiążąca pokosy skręconym ze słomy powrósłem i ustawiająca snopy w kopki, zwane mendlami lub dziesiątkami. Powrósła z niewielkiej ilości źdźbeł zakręcano kilkakrotnie, przekładając między dłońmi i pazuchą, Takim powrósłem przepasywano pęk zboża poniżej kłosów, lekko ściskano i przetykano końce. Co jakiś czas kosiarz zatrzymywał się, z pochewki zza pasa wyciągał osełkę zwaną też osłą i ostrzył kosę. Pochewka była skórzana lub drewniana, często napełniona wodą, ponieważ mokrą osełką ostrzyło się lepiej. Osły bywały różne – ze specjalnego kamienia do ostrzenia w formie wydłużonej elipsy, lub drewniane, z pokarbowanymi powierzchniami, nabitymi dodatkowo gwoździami.

Z tyłu za kosiarzami szły dziewczęta z drewnianymi grabiami, którymi zgarniały pozostałe na ściernisku kłosy oraz podgarniały ustawione snopki. Najczęściej były to duże i ciężkie grabie, zwane ścierniskowymi, czasami jednak mniejsze, o krótszym stylisku i bogato zdobione, będące prezentem od ukochanego. Kosy zostały zastąpione kosiarkami konnymi, później snopowiązałkami konnymi, następnie ciągnikowymi, a w końcu – kombajnami zbożowymi. Jako pierwsze pojawiły się na polach na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych poczciwe Vistule, później Bizony i inne marki kombajnów, a znikły na dobre z pejzażu piękne, równo stawiane stygi.

O babce

Babka było to małe kowadełko, służące do klepania kosy przed rozpoczęciem pracy. Graniastokątny kawałek żelaza osadzano w podwyższeniu stołka, na którym przysiadał gospodarz, a na babce układał ostrze kosy i pobijał ją młotkiem, ostrząc i prostując wszystkie nierówności. Babką zwano też kopki gryki, która po skoszeniu pozostawiano na 2-3 dni do przesuszenia w pokosie, a następnie zwijano w niekształtne snopki ustawiane w kopki.

[singlepic id=365 float=center]

Żniwa w Woli Wodzyńskiej . Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Mendel

Była to zwyczajowa nazwa snopków ustawianych w żniwa na polu, składająca się z piętnastu, rzadziej dwunastu lub dziesięciu snopków, zwanych wtedy dziesiątkami. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku w wielu regionach inaczej układano snopy na polu. Zamiast charakterystycznych styg podobnych do stożka z kłosami skierowanymi ku górze, czternaście snopków układano warstwami na krzyż, a piętnasty nasadzano w postaci pionowego chochoła, z kłosami zwróconymi do ziemi, aby chronił od deszczu. W mendle lub dziesiątki ustawiano snopy żyta i pszenicy, a owies zestawiano w stygi składające się z pięciu snopów. Lokalnie stygi zwano też kopami, kopkami, lalkami lub maderykami. Mendlem nazywano również czwartą część kopy, zawierająca 15 sztuk. Odmierzano tak zwłaszcza jajka, sprzedawane na targu.

[singlepic id=366 float=center]

Żniwa w Woli Wodzyńskiej – ustawione mendle. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Dlaczego w żniwa często pada deszcz

Na Warmii i Mazurach znana jest opowieść o pewnym poczciwym, ale przygłuchym świętym, który przywoływany był często w czasie ostrzenia kos. Kiedy w całej wsi rozlegał się donośny, metaliczny dźwięk klepania ostrzy, wielu mieszkańców z żartobliwym przestrachem mówiło: Oj, bo głuchy święty nas usłyszy.

Powiedzenie to wzięło się od opowieści o bezimiennym świętym, który nudził się w niebie i szukał zajęcia. Wreszcie zniecierpliwiony Pan Bóg powiedział: Idź, gdzie proszą, a że święty był przygłuchy, więc zrozumiał „Idź, gdzie koszą”. I tak, jeżeli święty usłyszy na ziemi dźwięk  kos, zjawia się tam, a nie mogąc pomóc biednym ludziom w pracy płacze nad ich ciężkim losem, a wtedy zaczyna padać deszcz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *