Skąd się wziął styczeń i co do tego miało drewno

Różne są wersje mówiące, skąd wzięła się nazwa pierwszego miesiąca roku, ale wszystkie dotyczą charakterystycznych cech związanych z zimowym rytmem życia mieszkańców wsi. Według niektórych językoznawców, pochodzi ona od styku, czyli zetknięcia starego i nowego roku. Inne przekazy twierdzą, że dawna nazwa miesiąca brzmiała tyczeń i związana była z przygotowywaniem w tym czasie drewna użytkowego, w tym również tyczek do uprawy chmielu, fasoli i grochu oraz na inne potrzeby w gospodarstwie. Niektórzy wywodzą nazwę tego miesiąca od tyczenia czyli wyznaczania słomianymi wiechami osadzonymi na tyczkach dróg, zawiewanych niegdyś całkowicie obfitymi opadami śniegu. Nie wyklucza się również, że miano stycznia pochodzi od jakiejś dawnej czynności gospodarskiej wykonywanej w tym czasie lub od narzędzia do tej pracy służącego.

[singlepic id=82 float=center]

Las zimą. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Staropolska nazwa miesiąca miała brzmienie sieczeń, i być może z tej formy wykształcił się obecny styczeń. Wiązało się to z okresem zimowym, czasem sieczenia – wyrąbywania, wycinania drzew – przeznaczanych przede wszystkim na materiał budulcowy, ale również i na inne potrzeby w gospodarstwie oraz w meblarstwie. Wyrąb drzew w lasach powszechnie był jednym z dodatkowych zajęć zimowych mieszkańców wsi. Drewno w minionych czasach było jednym z podstawowych materiałów, używanym do niezliczonych niemal celów. W wielu regionach było ono podstawowym materiałem budowlanym, zarówno dla budynków mieszkalnych, gospodarskich jak i użytkowych – kościoły, kapliczki, krzyże przydrożne, figury świątków, karczmy, młyny, wiatraki, kuźnie, olejarnie, folusze i inne. Z drewna sporządzano ogrodzenia, instrumenty muzyczne, ule, meble i wiele innych elementów wyposażenia gospodarstwa domowego, jak kubki, talerze, miski, denka czyli pokrywki, łyżki i widelce, niecki do kąpania niemowląt, kierzanki do wyrobu masła, łopaty do wsuwania chleba do pieca, wiadra do wody i niezliczone inne przedmioty. Dawne narzędzia rolnicze – brony, sochy, radła, pługi, widły, szufle i inne wykonywane były prawie całkowicie z drewna, podobnie jak używane środki transportu – różne wozy, sanie, kolaski, wasągi i inne. Była to także podstawowa forma opału. W starych inwentarzach dotyczących wsi wymieniane jest nawet kilkaset grup przedmiotów, wykonywanych właśnie z drewna.

[singlepic id=83 float=center]

Przygotowany opał w izbie. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=85 float=center]

Pranie w drewnianej bali. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=87 float=center]

Drewniane sprzęty w izbie. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

O pozyskiwaniu i pożytkach z drewna

Od zamierzchłych czasów panowało przekonanie, że najlepszym jakościowo materiałem na budulec były drzewa spuszczane czyli ścinane w okresie zimowym, kiedy soki nie krążą w pniach, a liście nie przesłaniają widoku – zarówno dla bezpieczeństwa drwali, jak i dla oceny pnia i gałęzi. Umiejętność wyrębu, nabyta praktycznie – najpierw jako pomocnicy, później często jako samodzielni drwale, posiadali wszyscy mężczyźni, którzy umieli obchodzić się w siekierą. Było to podstawowe narzędzie do wyrębu. Wszystkie prace związane ze ścinaniem drzewa, oczyszczaniem go z gałęzi i transportem z lasu do zagrody wykonywane były najczęściej gromadnie, w ramach pomocy sąsiedzkiej. W zamian, po zakończonej zwózce, gospodarz był zobowiązany ugościć sąsiadów poczęstunkiem. Ściągnięte z lasu pnie były szybko korowane, aby robactwo nie niszczyło drewna. Przygotowane pnie odkładano przynajmniej na 6 tygodni, aby drewno przeschło, i dopiero wtedy można było przystąpić do prac ciesielskich, polegających na formowaniu toporem kanciastych bali, odpowiednim ich zacinaniu i zestawianiu budynku. Z cieńszych części pnia wykonywane były potrzebne słupki, a także przecierano je długimi piłami na deski. W drugiej połowie XIX wieku same bale najczęściej były też przecierane piłami trackimi

Panowało przekonanie, że najlepszą porą do spuszczania drzew jest czas, kiedy jest pełnia lub ubywa księżyca, bo gwarantuje to pomyślność prac i późniejsze szczęście w chałupie Wierzono również, że na budulec nie może być użyte drewno z drzew uschniętych, trafionych piorunem lub połamanych przez wichurę i burzę. Najczęściej chałupy wznoszono sosny i świerku, a na podwalinę – czyli pierwsze od ziemi belki wykorzystywano twarde drewno dębowe. Nigdy nie wykorzystywano drewna wierzbowego, jako miejsca przesiadywania diabłów i innych złych duchów oraz osiki, która mogła ściągać same nieszczęścia. Niewskazane było stosowanie w budownictwie drzew o zrośniętych, podwójnych pniach, ponieważ mogło to sprowadzać kłopoty – dzieci nie będą się chowały, może pojawić się ciężka choroba lub nawet śmierć kogoś spośród domowników. Nie wykorzystywano drzew rosnących na cmentarzach, takich na których ktoś się powiesił, wisiała kapliczka lub krzyż. Złą sławą otoczone były drzewa, w których mieszkały sowy i dzięcioły. Wierzono, że mieszka w nich „zło” i wstrzymywano się od ich ścinania. Unikano drzew z wygiętym pniem w przekonaniu, że później kawaler mieszkający w takim domu nie znajdzie sobie żony oraz obrośniętych hubą i z innymi naroślami, ponieważ były nietrwałe i zatrzymywały wodę. Nie użytkowano też drewna z tzw. wilkiem, czyli z czerwonym rdzeniem, żeby w domu nie straszyło.

Najlepszą porą na wyrąb drzew przeznaczonych na budulec była zima, czasem bardzo wczesna wiosna. Zwyczajowo nie ścinano drzew w czasie Wielkiego Postu w przekonaniu, że wtedy w domu zalegną się mrówki i inne robactwo, niszczące drewno. Do tego celu wybierano najchętniej starodrzew, który zapewniał żywiczny, trwały materiał, nie przepuszczający wilgoci i zapewniający później ciepło w izbach. Potężne niegdyś drzewa zapewniały obfitość materiału budowlanego. Do dzisiaj można podziwiać w skansenach budownictwa ludowego chałupy, zbudowane z bardzo grubych bali, z których do dzisiaj potrafi w słoneczny, ciepły dzień wypływać wonna żywica. Według przekazywanych rodzinnych opowieści, niektóre średniej wielkości chałupy zbudowane były tylko z trzech – czterech sosen, co świadczy, jak ogromne były to drzewa.

[singlepic id=84 float=center]

Paltrak – wiatrak w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=88 float=center]

Węgieł chałupy. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Już w XX wieku takich drzew nie było, w związku z czym późniejsze obiekty drewnianej architektury ludowej charakteryzowały się skromniejszymi rozmiarami bali, a ostatecznie drewno wyparte zostało przez inne materiały budowlane. Drewniane chałupy, stodoły, karczmy, wiatraki czy młyny całkowicie zginęły z krajobrazu polskiej wsi i dzisiaj podziwiać je można tylko w skansenach.

Wiecha

Po zestawieniu zrębu budynku i wykonaniu więźby dachowej kończyła się robota cieśli. Zwyczajowo, poza umówioną zapłatą, gospodarz podejmował go wtedy poczęstunkiem. Publicznym ogłoszeniem o zakończeniu uzgodnionej pracy było wywieszanie wiechy, czyli wianka lub bukietu z ziół i kwiatów. Często, obok tradycyjnej wiechy, cieśla wywieszał wycinane z drewna znaki ciesielskie, stanowiące symbol jego pracy. Składały się one z lekko wygiętej, dwuręcznej piły i umieszczonymi nad nią, skrzyżowanymi siekierą i toporem.

[singlepic id=90 float=center]

Budowa stodoły. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *