Patroni rolników

Trzej ważni kwietniowi święci – Wojciech, Jerzy i Marek – jak wszyscy święci, są patronami rozlicznych różnych zawodów, rzemiosł, miast i państw, ale jednocześnie wszyscy trzej w tradycyjnej kulturze ludowej uznawani są za wspomożycieli rolnictwa, rolników, życia i pracy mieszkańców wsi. Św. Wojciech cieszył się poważaniem jako nasz własny święty i opiekun całego kraju, św. Jerzy uznawany był za szczególnego patrona pasterzy, a zwłaszcza pasterzy koni, natomiast opieki św. Marka rolnicy przyzywali w sposób wyjątkowy w czasie wiosennych siewów.

Św. Wojciech był bardziej popularny w zachodniej części naszego kraju, a św. Jerzy – we wschodniej. Z ich dniami, podobnie jak z różnymi wiosennymi pracami polowymi, związane były różnorodne obrzędy. Zwyczajowo, niezależnie od pogody, w całym kraju właśnie 23 kwietnia następował wypęd czyli pierwsze po zimie wypędzanie bydła na pastwiska. Już o świcie gospodynie kadziły krowy, a zwłaszcza wymiona, ziołami z wianków święconych w oktawę Bożego Ciała.

[singlepic id=329 float=center]

Wypas krów we wsi Pokrytki. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=327 float=center]

Krowy na pastwisku. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Gospodarze pod progiem obory układali siekierę, lemiesz albo inny kawałek żelaza, czasami także łopatę do wsuwania chleba do pieca oraz zioła święcone. Przeprowadzenie bydła nad tymi przedmiotami chroniło zwierzęta w czasie przebywania na pastwiskach przed chorobami, czarami i urokami. W celu zwiększenia magicznej ochrony, gospodyni w momencie wyganiania zwierząt, przy wrotach kropiła je wodą święconą przy użyciu palmy wielkanocnej, wetkniętej tuz po poświęceniu w dach obory. Kilka kropel strzepywała także na ziemię, aby bydło dobrze się pasło. W Małopolsce gospodynie o wschodzie słońca osobiście wyprowadzały swoje krowy z zagrody, a następnie oprowadzały je miedzami wokół swoich pól w przekonaniu, że w ten sposób krowy przez całe lato będą zbierały śmietanę, mleko będzie tłuste, a dla leniwych kobiet – które później wygonią krowy – zostanie co najwyżej serwatka.

W wielu regionach gospodynie w tym dniu nikomu nic nie pożyczały, nie wolno było nawet poczęstować biedaków i wędrownych dziadów, ponieważ mogło to być wykorzystane do czarów na szkodę domowników. Gdy pogoda sprzyjała, w tym czasie trwało w najlepsze sadzenie ziemniaków. Sadzono je ręcznie, pod motykę lub pod pług. Po obsadzeniu całego zagonu, pracujący – niezależnie od płci i wieku – podstawiali jedni drugim nogi albo przewracali się, podcinając innym kolana, aby wszyscy się przewrócili. Zwyczaj ten, nazywany na Mazowszu biciem dragonów, był przestrzegany do końca XIX wieku. Wierzono, że dzięki takim zabiegom, bulwy pod krzakami będą liczne i duże.  Dobrym znakiem dla gospodyń  był deszcz w dniu św. Wojciecha, bo zapowiadał że krowy będą miały dużo mleka, więc będzie twaróg, sery, śmietana i masło, co przysporzy grosza kobiecemu gospodarstwu. Jeżeli jednak deszcz padał tylko z rana, to wróżył suszę na polach do połowy lata i słabsze zbiory. Opady w tym dniu były złym znakiem dla pszczelarzy i uprzedzały, że pszczoły przyniosą mało miodu. Poranna rosa zapowiadała urodzaj prosa, więc gospodarze nastawiali się na obsianie większych łanów pola tym zbożem.

[singlepic id=328 float=center]

Orka wykonywana przy pomocy konia zaprzęgniętego do pługa. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Katastrofalną suszą grozić miały deszcze w dniu św. Marka, ponieważ zapowiadały że źródła pójdą w głąb ziemi i w lecie będzie ogólny brak wody. Upał tego dnia wróżył dokuczliwych zimnych ogrodników i majowe przymrozki. Dopiero po św. Marku gospodynie zaczynały przesadzać w ogrodach rośliny i wysiewać rozsady. W niektórych parafiach w dniu św. Marka – patrona siewów wiosennych – odbywały się zwyczajowe modlitwy o urodzaje, często połączone z procesją wędrującą na pola. W południowej Polsce, a zwłaszcza na Śląsku, w tym dniu nie wolno było pracować w polu, w przekonaniu że niezadowolony święty może w odwecie wszystko zniszczyć. W wielu regionach od tego dnia nie zapalano już w godzinach porannych i wieczornych światła w izbach, oszczędzając świece lub naftę, ponieważ dzień był już wystarczająco długi. W Lubelskiem w dniu św. Marka obowiązywał zakaz wypieku chleba i pracy w ogrodzie, aby nie wywołać ciągłych opadów deszczu.  Nie grodzono również płotów, aby nie spowodować suszy. Jeżeli ktoś złamał ten zakaz, to musiał liczyć się z tym że sąsiedzi rozbiorą mu plot i przynajmniej część utopią na ofiarę w rzece lub stawie.

Walka św. Jerzego ze smokiem

Legenda o św. Jerzym do złudzenia przypomina nam baśń o smoku wawelskim, tylko osadzoną w nieco innych realiach. Rzecz działa się podobno w jednej z libijskich osad, gdzie przy studni czy jeziorze osiedlił się okrutny smok. W zamian za dostęp do wody, mieszkańcy musieli mu codziennie składać w ofierze dwie owce.  Wkrótce stada przestały istnieć, zwierząt zabrakło, a potwór zażądał ofiar spośród młodych, pięknych dziewcząt. Kiedy młodych piękności zabrakło, mieszkańcy zdecydowali się poświęcić królewską córkę, która podobno nosiła imię Sabra. Nieszczęśliwy ojciec chciał oddać w zamian za jej życie wszystkie bogactwa, ale smok był nieugięty.

Podróżujący w tym czasie po Libii św. Jerzy dowiedział się o potworze, o tragedii mieszkańców osady i przybył w samą porę, aby ocalić królewnę. W lśniącej zbroi, na pięknym rumaku, pod znakiem krzyża zadał mieczem krwiożerczej poczwarze pierwszą ranę, a następnie ugodził śmiertelnie włócznią, ratując tym samym życie królewskiej córki i przywracając spokój całej okolicy.  Inna wersja legendy głosi, że Jerzy uwiązał rannego smoka na pasie od sukni księżniczki i zaprowadził do osady. Tam ogłosił przerażonym mieszkańcom, że zabije potwora pod warunkiem, że przyjmą chrzest. I tak się stało, św. Jerzy wkrótce odjechał, a wdzięczny król zbudował później kościół w miejscu, gdzie padł smok. Z ołtarza w tym kościele biło ponoć źródło, którego woda leczyła wszelkie choroby.

Od XV wieku św. Jerzy jest patronem Anglii, gdzie mieszkańcy do dzisiaj powtarzają opowieści, że walka św. Jerzego ze smokiem rozegrała się na porośniętym trawą wzgórzu w okolicach Uffington, gdzie do dziś widnieje wizerunek zwierzęcia nazywanego przez miejscowych smokiem.

O nocnym marku

Nocnym markiem nazywano człowieka, który nie mógł spać, przeszkadzał w odpoczynku innym domownikom, chodził po mieszkaniu, hałasował, kładł się późno do łóżka, przewracał, jęczał i wzdychał. O takim człowieku mawiano również, że tłucze się jak marek po piekle. Wbrew powszechnym skojarzeniom, wyrażenie to w żaden sposób nie jest związane z imieniem Marek czy postacią św. Marka, dlatego powinno być pisane z małej litery. Dawno temu, kiedy powszechna była wiara we współistniejące ze światem realnym duchy, marką lub markiem nazywano potępieńca, duszę pokutującą, która krążyła po świecie w poszukiwaniu odkupienia.

Dzisiaj wyrażenie nocne marki oznacza ludzi prowadzących nocny tryb życia, zarówno tych bawiących się, jak i wędrujących lub pracujących w nocy.

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *