Majowe

Maj powszechnie uważany jest za najpiękniejszy miesiąc roku. To czas najbujniejszego rozkwitu przyrody, świeżych barw i upojnych zapachów kwitnących kwiatów i drzew, oszałamiających dźwięków rozśpiewanych ptaków. Wsie tętniły gwarem i pracą. Prawie całkowicie zakończone zostały prace związane z siewami zbóż jarych. Gospodarze wstrzymywali się jedynie z siewem gryki i prosa, które lubiły ciepło i zwyczajowym terminem ich siewu była druga połowa maja. Przed siewem prosa należało oddzielić od ziarna śniedź, dlatego przepalano je – na polu na udeptanej ziemi, albo na podwórzu nad balią. Jedna osoba trzymała płonący wiecheć słomy, a druga wysypywała nad ogniem ziarno, aby przechodziło przez płomień. Niektórzy gospodarze, dla zapewnienia dobrego urodzaju, wykorzystywali w tym celu snopek zachowany z izby wigilijnej, inni wierzyli w magiczną moc snopka skradzionego w tajemnicy z poszycia dachowego jakiegoś budynku u sąsiada.

Innym sposobem oczyszczania ziarna prosa było płukanie go w kwasie z kapusty albo w ciepłej wodzie, co wymagało jednak dłuższego czasu, bo ziarno po zabiegu należało wysuszyć na płachtach. Gospodarze chwalili sobie zwłaszcza płukanie w kwasie z kapusty, ponieważ takie ziarno nie smakowało ptakom, a więc ograniczało czynione przez nie szkody w czasie siewu. Panowało przekonanie, że do czasu wysiewu prosa mężczyźni nie mogą spożywać posiłków poza izbą, bo inaczej zbiory będą bardzo kiepskie. W dniu siewu siewca dostawał na śniadanie jajecznicę, aby później kasza jaglana z wysiewanego prosa była tak samo żółta.

Ważną czynnością był również siew lnu, rozpoczynający się zwyczajowo w wigilię św. Stanisława, a kończony około św. Zofii. Ponieważ uprawą tą najbardziej zainteresowany były kobiety, więc najczęściej osobiście  wrzucały ziarno w przygotowaną przez gospodarza ziemię. Ze względu na szacunek, jakim darzony był len, do czynności tej kobiety przystępowały świeżo umyte, uczesane i przybrane w świąteczną koszulę. Dzień musiał być bezwietrzny i słoneczny, a w czasie siewu kobieta często odwracała głowę spoglądając na las lub wysokie drzewa, aby len wyrósł tak samo bujny i dorodny.

O majówkach i majach

W polskiej tradycji ludowej maj był miesiącem w sposób szczególny poświęconym Maryi. Już w końcu kwietnia zaczynało się porządkowanie i odświeżanie kapliczek, zwłaszcza tych poświęconych Matce Bożej. Przez cały maj odbywały się przy nich wieczorne spotkania mieszkańców wsi, najczęściej już o zmierzchu, kiedy zakończono prace polowe i w gospodarstwie. Ludzie mawiali, że idą do figury. Zebrani odmawiali litanię, śpiewali piękne pieśni maryjne, a później gawędzili o swoich sprawach. Zwano je majowym lub majówką. Nabożeństwa majowe przy kapliczkach przydrożnych odprawiane są co najmniej do połowy XIX wieku. Zwyczaj ten był powszechny również we dworach i w miastach. Jeśli w bliskim sąsiedztwie było kilka kapliczek, to modły odprawiano tylko przy jednej, poświęconej Maryi. Majówki były to także tradycyjne, wiosenne spotkania przed zmierzchem  na łąkach, a częściej na polanach śródleśnych. Młodzież wyrównywała powierzchnię do tańców i składała się na opłacenie grajka – najczęściej harmonisty albo skrzypka. Wokół rozkładali się na trawie starzy, młodzi i dzieci, przypatrując się zabawie.

[singlepic id=219 float=center]

Nabożeństwo majowe w Szulmierzu. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

[singlepic id=220 float=center]

Nabożeństwo majowe w Targoniach. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

[singlepic id=221 float=center]

Kapliczka maryjna, Orawa. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

[singlepic id=222 float=center]

Kapliczka maryjna, Orawa. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

Majami nazywano także wycięte w lesie drzewka, ozdobione następnie kwiatami i zielenią, które kawalerowie wkopywali na początku miesiąca w ziemię pod domem ulubionej dziewczyny. Często maje były okorowane, a pień pomalowany w pasy lub owinięty wstążkami czy kolorowa bibułą. Ustawiane były nocą, aby stanowiły niespodziankę. Był to rodzaj publicznego, chociaż milczącego wyznania sympatii i uznania, okazania swoich uczuć. Panny niby nie wiedziały, kto ustawił maj, ale zwykle trafnie zapraszały kawalera wraz z kilkoma innymi dziewczynami i chłopcami na wieczorne tańce, muzykę i poczęstunek. Taki słup mógł również odzwierciedlać negatywne uczucia – jeżeli dziewczyna bardzo dokuczyła chłopakowi albo rodzice go obrazili, wtedy stawiano dziada. Zamiast pięknej dekoracji, słup zwieńczony był w takim wypadku odrażająca kukłą słomiana, odzianą w podarte szmaty. W oczach społeczności wiejskiej, postawienie dziada  narażało pannę na śmieszność.

Długo podtrzymywanym zwyczajem były wesołe, szkolne tradycje majowe. Jeszcze na początku XX wieku powszechnym zwyczajem były wyprawy na majówki. Szkoły pustoszały, wszystkie klasy pod kierunkiem nauczycieli, przy wtórze bębnów i dźwiękach muzyki wyruszały do lasu lub na łąki. Tak wyciągano kosze z przygotowanym jedzeniem, rozpoczynały się gry, gonitwy, zabawy i śpiewy, kończące się powrotem w zmierzchu. W dawnych wierzeniach ludowych w noce majowe dużą aktywność wykazywały czarownice, a więc wszystko czas ten w szczególny sposób narażone było na działanie czarów, zaklęć i wróżb. Być może to zapoczątkowało ulubioną niegdyś grę wiosenną, zwaną do XVII wieku trawką, a później grą w zielone. Grano w nią od drugiego dnia Wielkanocy aż do św. Michała, czyli do 29 września. Z upodobaniem grały w nią młode pary, traktując zabawę jako pretekst do zalotów i wzajemnego płatania sobie figli. Kawalerowie zazwyczaj zakładali się z dziewczynami, że jeżeli przegrają – sprawią pannie upominek, a jeżeli wygrają – panna pozwoli skraść całusa. Warunkiem wywiązywania się z reguł gry było nieustanne noszenie przy sobie przez cały czas trwania zabawy świeżego, zielonego listka.

O sadzeniu kartofli

Początek maja był natomiast czasem sadzenia kartofli, których dawniej uprawiano duże ilości, bo stanowiły podstawowy pokarm ludzi i zwierząt. Urodzaj kartofli miała zapewnić pogoda obfitująca w kłębiaste chmury na niebie. Przed sadzeniem należało przebrać ziemniaki. Bulwy mniejsze przeznaczano w całości, większe – krojono na części, pilnując jednak aby w każdej było kiełkujące oczko. Przed załadowaniem sadzeniaków na wóz, gospodyni sypała na nie trochę popiołu i kropiła woda święconą, aby zapewnić dobre plony. Niektóre gospodynie stosowały do tego celu przechowywany popiół ze spalonych gałązek świerczyny, zdobiących izbę w czasie Bożego Narodzenia, inne używały popiołu ze spalonej części palmy lub wianuszka z oktawy Bożego Ciała, wierząc że uchroni to kartoflisko od robactwa.

Gospodarz przygotowywał pole pod kartoflisko, wykonując przy pomocy radła redliny, czyli ukształtowane wzgórki ziemi, przedzielone bruzdami, samym sadzeniem zajmowały się najczęściej kobiety. W koszu miały przygotowane sadzeniaki, a w ręku trzymały motykę, która robiły niewielkie wgłębienie, wrzucały do niego kawałek kartofla z kosza, przydeptywały go nogą i wykonywały następne wgłębienie w odstępie ok. pół metra. W niektórych wsiach wschodniej Polski sadzenie rozpoczynano, wrzucając do ziemi odpowiednio pokrojone kawałki kartofla, który w sobotę przedwielkanocną wkładano wraz z pożywieniem do poświęcenia. Podczas sadzenia kartofli trzeba było uważać, aby przypadkowo nie ominąć któregoś rządka, żeby w rodzinie nie pojawił się przypadkowo znajdek zwany też bachurkiem, czyli nieślubne dziecko. Po zakończeniu sadzenia kartofli kobiety przewracały się wzajemnie na redliny, aby kartofle rosły duże.

[singlepic id=226 float=center]

Pole pod kartofle. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

[singlepic id=216 float=center]

Pole pod kartofle. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *