Kolędy, pastorałki i kantyczki

Wyraz kolęda ma wiele znaczeń. Wywodzi się on z łacińskiego słowa calendae, oznaczającego pierwszy dzień miesiąca, kiedy to w czasach rzymskich ogłaszano publicznie co w danym miesiącu nastąpi i składano sobie życzenia. W krajach kręgu kultury chrześcijańskiej termin ten zaczęto odnosić do pierwszych dni nowego roku, a w Polsce nazwa przyjęła się także do wręczanych w tym czasie podarków. Kolędą nazywano także zadatek wręczany przez gospodarza parobkom, godzonym tradycyjnie na rok w dniu św. Szczepana czyli w drugim dniu świąt Bożego Narodzenia.

Powszechnie kolędą nazywany jest zwyczaj corocznego odwiedzania parafian przez proboszcza i wikarych w okresie od świąt Bożego Narodzenia do końca karnawału. Przy tej okazji wierni składali – najczęściej w naturze, później również w pieniądzu daninę kościelną, zwaną także kolędą. Ksiądz ogłaszał w niedzielę z ambony, kiedy do której wsi przybędzie. Towarzyszył mu organista z dzwonkiem i kantor lub kilku uczniów z kobiałkami ze szkółki parafialnej, śpiewających po domach kolędy. Pleban napominał grzeszników, pocieszał nieszczęśliwych, odpytywał dzieci i czeladź z pacierza i katechizmu, wglądał w pożycie rodziny i porządek domowy, błogosławił domownikom i całej zagrodzie. W zamian gospodarze wkładali do kobiałek sery, jaja, połcie słoniny, pęta kiełbasy, grzyby suszone, orzechy, miód, wosk, len, wełnę, drób lub inne dary. Bogatsi składali w ofierze pewne sumy pieniędzy. Po wyjściu księdza z mieszkania dziewczęta spieszyły się, by zająć stołek na którym siedział. Wierzono powszechnie, że panna, która pierwsza usiądzie na tym miejscu, w ciągu najbliższego roku pójdzie za mąż.

[singlepic id=81 float=center]

Wizyta duszpasterska. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Przez długi czas kolędami nazywano tylko pieśni noworoczne mające charakter wierszowanych życzeń z prośbą o datki, składanych przez wędrujące grupki kolędników czy przybywających gości. Dopiero w XIX wieku zaczęto tak określać bożonarodzeniowe pieśni religijne, nie będące jednak modlitwami. Wcześniej, w wieku XVII i XVIII wszystkie pieśni nabożne, obejmujące cały rok kalendarzowy, a zwłaszcza śpiewy adwentowe, pieśni o Narodzeniu Pańskim, o Męce Pańskiej i Zmartwychwstaniu nosiły miano kantyczek. Kantyczkami nazywano również zbiory spisywanych lub drukowanych tekstów przeznaczonych do nabożnych śpiewów w ciągu roku.  Charakterystyczne dla polskiej kultury ludowej były wdzięczne pastorałki, wykonywane przez wędrownych muzykantów, przebierańców i żaków, gdzie religijne wątki bożonarodzeniowe splatały się ze świeckimi motywami obyczajowymi, osadzonymi najczęściej w lokalnych realiach. Były to wesołe pieśni i przyśpiewki, nawiązujące do tematyki Bożego Narodzenia w połączeniu ze sprawami codziennego życia mieszkańców wsi, śpiewane przez grupy kolędnicze albo przy okazji spotkań rodzinnych czy towarzyskich w okresie Godów. Ze względu na liczne wątki świeckie, w tym żartobliwe lub baśniowe, nie były one wykonywane w kościołach.

Kolęda Stańczyka

Jak piszą kronikarze, od bardzo dawnych czasów był zwyczaj wręczania w wigilię Bożego Narodzenia oraz w okolicy Nowego Roku podarków, zwanych kolędą. Panowie dawali je sługom, bogaci – biednym, proboszczowie – wikariuszom, organistom i kościelnym, królowie – dworzanom, majstrowie – czeladnikom, gospodarze – wędrującym z życzeniami kolędnikom itp. Dawni magnaci bywali rozrzutni i dawali swoim dworzanom na kolędę konie pod wierzch, cenne uprzęże, pasy słuckie, bobrowe kołpaki, szable i inne dary. Inni dawali podarki na jakie było ich stać. Podobno pewnego roku zazwyczaj hojny król Zygmunt August nie dał żadnej kolędy swojemu błaznowi – słynnemu Stańczykowi. Gdy do monarchy przybyli senatorowie z powinszowaniami Nowego Roku i w zamian otrzymali kosztowne podarki, Stańczyk chodził smutny i ciężko wzdychał. Zapytany o powód troski, odpowiedział głośno, tak by król słyszał: „Dla mnie rok nie nowy, bo suknie mam stare”. Dobry król uśmiechnął się i zaraz kazał dać błaznowi nowy żupan, ozdobny pas i buty.

O kolędnikach

Ludowy zwyczaj przebierania się oraz wędrowania po wsiach, dworach, zagrodach i chatach, połączony ze śpiewaniem pieśni bożonarodzeniowych i odgrywaniem żartobliwych scenek oraz składaniem życzeń znany jest w Polsce od dawien dawna, co najmniej od XVI wieku. Powszechnie zwany był on kolędowaniem, a uczestników tych wesołych przemarszów nazywano kolędnikami. Okres kolędowania zaczynał się przeważnie w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, chociaż w niektórych regionach już w wieczór wigilijny pojawiali się po wsiach kolędnicy. Przeważali wśród nich mężczyźni i chłopcy, a przygotowania strojów i odpowiednich akcesoriów rozpoczynały się na początku adwentu. Najliczniejsze grupy przebierańców spotykane były w czasie Godów, czyli od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli. Cały ten okres w tradycyjnej kulturze ludowej zaliczany był do czasu świątecznego, kiedy wystrzegano się od wszelkiej niekoniecznej pracy, oddawano uciechom stołu, zabawom, wzajemnym życzeniom, spotkaniom towarzyskim i kolędowaniu „od chałupy do chałupy”. Po II wojnie światowej okres kolędowania wydłużył się aż do początku Wielkiego Postu.

[singlepic id=72 float=center]

Trzej Królowie w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=74 float=center]

Bocian wśród kolędników we wsi Idzikowice. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Najstarszą formą kolędowania było chodzenie z żywymi zwierzętami. Szesnastowieczne kroniki mówią o oprowadzaniu po wsiach żywego tura, później był to wół, jałówka, koza, a także owca lub baran. Gdy zwierzę napaskudziło w izbie, wierzono że przyniesie to szczęście w zagrodzie. Na przełomie XIX/XX w. żywe zwierzęta zastąpione zostały maszkarami, do których poza wymienionymi dołączył bocian. Od niepamiętnych czasów chodzono również z szopką i z gwiazdą. Tym specyficznym pochodom towarzyszyły dźwięki kolęd i pastorałek, humorystyczne dialogi i obowiązkowe życzenia pomyślności dla widzów i słuchaczy.

[singlepic id=80 float=center]

Tur pośród kolędników we wsi Poborze. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=70 float=center]

Herody w Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=73 float=center]

Herody w Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=71 float=center]

Herody w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Specyficzną formą wiejskiego kolędowania były jasełka – prawie teatralne inscenizacje na kanwie narodzin Chrystusa. Nazwę swoją wzięły one od jaseł czyli dawnego określenia żłobu, w którym złożony został Jezus. Kolędnicy nosili nieruchomą szopkę symbolizującą stajenkę betlejemską, śpiewali pastorałki i winszowali szczęścia. Innym archaicznym widowiskiem tego okresu świątecznego były Herody, w których uczestniczyło kilkunastu przebranych aktorów, powtarzających co roku prawie identyczne teksty. „Herody” opowiadały o historii narodzin Dzieciątka, zakusach na jego życie króla Heroda i żołdaków oraz walce diabła i anioła o duszę złego władcy. Wśród aktorów, poza królem, byli żołnierze i marszałek, Śmierć z kosą, Anioł ze skrzydłami, Diabeł z widłami, często też Żyd z workiem, egzotyczny Turek, wróżąca Cyganka, królowa i inne barwne postacie. Widowisko nawiązywało do średniowiecznych misteriów religijnych o narodzeniu Pańskim.

[singlepic id=77 float=center]

Żyd i żołnierz, herody w okolicach Raciąża. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=76 float=center]

Herody okolice Makowa Mazowieckiego. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=75 float=center]

Herody we wsi Jabłonowo. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Na zakończenie kolędnicy składali wszystkim życzenia pomyślności, dostatku i zdrowia, w zamian za co otrzymywali poczęstunek i datki w naturze lub drobne pieniądze. Powszechne było przekonanie, że wizyta kolędników może przynieść szczęście w gospodarstwie

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *