Katarzynki

W kalendarzu imię Katarzyna występuje co prawda aż 16 razy, ale najpopularniejszym dniem jej poświęconym jest 25 listopada. Być może, związane jest to z faktem, że dawniej, w wigilię tego święta odprawiane były kawalerskie wróżby matrymonialne. Imię pochodzi z języka greckiego i oznacza kobietę czystą, bez skazy. Do Polski trafiło wraz z przyjęciem chrześcijaństwa i niezmiennie przez wieki było bardzo popularne. Uwiecznione zostało przez nazwanie tak popularnych pierników toruńskich, znanych już od średniowiecza.

Listopadowe imieniny wywodzą się od Katarzyny Aleksandryjskiej, córki królewskiej żyjącej na przełomie III i IV wieku. Słynęła ona z urody, mądrości, elokwencji i silnej wiary. W publicznej dyspucie okazała się ponoć mądrzejsza od pięćdziesięciu mędrców. Gdy na rozkaz cesarza Maksencjusza miała złożyć ofiarę bogom, odmówiła polecenia, za co – po okrutnych torturach łamania kołem – została ścięta mieczem. Według tradycji, po śmierci Św. Katarzyna została patronką licznych profesji, w tym kołodziejów, młynarzy, piekarzy, powroźników, garncarzy, garbarzy, prządek, woźniców i przewoźników, kolejarzy, żeglarzy, szwaczek, modystek, fryzjerów, literatów, adwokatów, notariuszy, drukarzy i zecerów. Wzywano ją w modlitwach o znalezienie topielca. Jest opiekunką zakonu Sióstr Katarzynek, udanych związków małżeńskich, zmagających się z bólem gardła i głowy, filozofów chrześcijańskich, stowarzyszeń literackich, mówców, uczonych, uniwersytetów, studentów, uczniów i nauczycieli, kawalerów, dziewic i żon, grzeszników i prostego ludu. Jest patronką nauki, wyspy Cypr, paryskiej Sorbony, Nowego Targu, Działdowa, Bytowa, a jej wizerunek widnieje w kilku herbach polskich miast.

Św. Katarzynie poświęcone są liczne kościoły, kaplice i ołtarze, a od jej imienia wywodzą się nazwy kilkudziesięciu miejscowości, w tym wieś Święta Katarzyna położona u stóp Łysicy w Górach Świętokrzyskich. Najsłynniejsza na świecie jest miejscowość Święta Katarzyna na Synaju w Egipcie, gdzie według tradycji aniołowie zanieśli na szczyt ciało świętej po śmierci. W X wieku mnisi przenieśli ciało do złotej trumny, którą umieścili w wybudowanym klasztorze. Do miejsca tego pielgrzymują chrześcijanie z całego świata, a zwłaszcza wyznawcy prawosławia.

O katarzynkach

Liczne legendy różnie mówią o powstaniu nazwy pierników – katarzynki. Według jednej, piękna Katarzynka, córka młynarza przygotowała na przyjazd króla do Torunia tak znakomite wypieki z dodatkiem miodu, że zostały ochrzczone jej imieniem. Inna opowieść głosi, że to czeladnik zakochany w córce mistrza chciał olśnić wybrankę, więc z ciasta wyciął charakterystyczny wzór otoczony sześcioma półkolami i nazwał go imieniem pięknej piekarzównej.  Jeszcze inna legenda opowiada o córce mistrza piekarskiego, dobrej i pięknej Katarzynce, która pracując w zastępstwie ciężko chorego ojca, wprowadziła nową, wymyślną formę pierników.

[singlepic id=16 float=center]

Katarzynka. Zdjęcie Tomasz Czerwiński. 

Jaka prawda by nie była, toruńskie katarzynki słyną do dzisiaj na całym świecie. Zupełnie zapomniany został natomiast obrzęd katarzynek, obchodzony jeszcze do początku XX wieku przez kawalerów. Związany on był z wróżbami dotyczącymi terminu przyszłego ożenku, przybliżającymi wizerunek, cechy charakteru i imię przyszłej wybranki. Czas zakończenia prac polowych, długich, jesiennych wieczorów, zbliżających się świąt bożonarodzeniowych i następującego po nich karnawału  dla mieszkańców wsi był najbardziej odpowiedni do zalotów, słania swatów, kojarzenia małżeństw. Młodzi ludzie, pomimo swoich upodobań i sympatii, mieli niewielki wpływ na decyzje podejmowane w ich imieniu przez rodziców i starszych członków rodziny, ale pragnęli poznać przyszłość i w sposób magiczny nią pokierować. Z tego powodu w noc wigilijną dnia św. Katarzyny młodzi chłopcy i nieżonaci mężczyźni wkładali pod swoje poduszki różne dziewczęce przedmioty – wstążki, korale, chustki, części garderoby, a nawet ptasie pióra w przekonaniu, że zabieg ten sprowadzi proroczy sen o przyszłej wybrance. W drugiej połowie XIX wieku rozpowszechnił się zwyczaj wkładania karteczek z wypisanymi imionami i wyciągania rankiem, zaraz po przebudzeniu jednej, zawierającej imię tej jedynej. Na Mazowszu wierzono, że najlepszym, najskuteczniejszym atrybutem uchylającym w tym dniu rąbek przyszłości jest włożona pod poduszkę jakakolwiek „babska” spódnica.

O pierzynach

Pierzynami nazywano rodzaj przykrycia, uszytego w postaci wsypy z bardzo gęstej tkaniny zwanej inletem, wypełnionej pierzem lub puchem. Na wschodnich terenach nazywana była piernatem. Wywodzi się to z bardzo odległych czasów, kiedy do przykrywania używane były głównie skóry,  a rodzaj niepikowanego materaca wypchanego pierzem określano mianem piernatu. Później w łóżkach pojawiły się sienniki wypychane słomą, rzadziej sianem lub włosiem końskim, a wypełnione pierzem wsypy, obleczone w poszwy zaczęły służyć jako przykrycie do spania.

[singlepic id=25 float=center]

Dworska sypialnia. Zdjęcie Tomasz Czerwiński. 

[singlepic id=21 float=center]

Sypialnia. Zdjęcie Tomasz Czerwiński. 

Poduszki wypychano pierzem, a czasami mięciutkim ale drogim puchem. Puch to rodzaj najbardziej delikatnego, miękkiego pierza, pozyskiwanego głównie z podskubywanych systematycznie gęsi. Biedniejsi ludzie wypełniali pierzyny i poduszki dostępnym dla nich materiałem, w tym piórami kaczymi i kurzymi. Pióra zbierane były przez cały rok, a jesienią i zimą odbywało się skubanie czyli darcie pierza. Kobieta wysypywała partiami pióra na przetak i i kolejno odrywała piórka od sztywnych szypułek zwanych stosinami. Pozyskane w ten sposób pierze służyło do szycia poduch i pierzyn na wyprawę dla córek, a nadmiar sprzedawano wędrownym handlarzom.

[singlepic id=20 float=center]

Sypialnia. Zdjęcie Tomasz Czerwiński. 

Syrop do piórka

Wytrawne gospodynie, przyrządzając niegdysiejsze wypieki i desery, gotowały syrop do piórka. Był to gęsty roztwór z dużej ilości cukry rozpuszczonej w niewielkiej ilości wody gotowany na wolnym ogniu długo, do uzyskania znacznej gęstości. Właściwe jego przygotowanie oceniano, zanurzając w syropie mały drucik z oczkiem, przez które następnie dmuchano jak przy robieniu baniek mydlanych. Jeżeli kropla zatrzymana na oczku wydęła się w bańkę, która następnie rozpadała się w strzępy, syrop był gotowy. Prostszą metodą sprawdzania była łyżka. Jeżeli po wyjęciu z syropu ciągnął się on, tworząc cieniutkie niteczki, produkt należało szybko wykorzystać w zamierzonym celu.

Taki syrop wykorzystywano do kandyzowania owoców i skórki pomarańczowej. Zabarwiony lub przy użyciu dodatków smakowych – np. soku czy kwasku cytrynowego – stosowany był do glazurowania potraw, a zwłaszcza ciast.

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *