Św. Jadwiga i rzepa

O październiku

Połowa października zwyczajowo była na wsi terminem zakończenia wszystkich prac polowych. Oziminy musiały być zasiane, niwy zaorane pod zboża jare, zwożone były ostatnie jarzyny i warzywa, a ziemia pogrążała się w spoczynku. Tradycja nakazywała, aby około dnia św. Jadwigi były zebrane wszystkie owoce z sadów, wykopane wszystkie jadalne korzenie – marchew, pietruszka, rzepa, kalarepa, brukiew oraz wycięte głowy kapusty. Po zebraniu wszystkich płodów i rozlokowaniu ich w piwnicach, komorach, spiżarniach czy na strychach, kobiety zaczynały swoje prace przy lnie. Do tej pory zebrany len moczył się w stawie lub rzece, później zaś – rozłożony równomiernie na trawie musiał wyschnąć. Teraz, w połowie października, w ruch szły cierlice i międlice, przy pomocy których łamano włókna wzdłuż długości, raz przy razie, w celu ich zmiękczenia i usunięcia zdrewniałej osłonki. Wszędzie po wsiach rozlegał się równomierny stukot mieczy tych prostych narzędzi, a w powietrzu wirowały drobiny kurzu i połamane paździerze. Czynność tą nazywano tarciem lub międleniem lnu. Często gospodynie zbierały się razem na jednym podwórzu, przynosząc ze sobą pod pachą narzędzia oraz płachty wypełnione wysuszonymi snopkami lnu. Zespołowa praca trwała do późna, a na koniec urządzano wspólną kolację połączoną z zabawą, zwaną powtórnicą, podkurkiem, okrężnicą lub okrężnem. Dokładnie wymiędlone, ale potargane włókna należało teraz wytrzepać z resztek paździerzy przy pomocy klepadła i starannie wyczesać na szczotkach. Była to żmudna praca, w wyniku której oddzielone zostały równe, ładne włókna gotowe do przędzenia dobrych jakościowo nici. Włókna gorszej jakości, tzw. pacześne, krótkie, poszarpane, z licznymi zanieczyszczeniami przeznaczano do wyrobu płótna na worki.

[singlepic id=298 float=center]

Cierlica. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=299 float=center]

Len. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Dawniej wierzono również, że wraz ze zwożeniem do zagród ostatnich płodów rolnych, do chat przybywają tajemniczy mieszkańcy, małe, najczęściej niewidoczne istoty – przychylne i pomocne człowiekowi lub złośliwe, szkodzące w pracy. Zwano je różnie: skrzatami, inkluzami, chowańcami, podciepkami, podziomkami, bożętami, ubożętami, domownikami lub poprostu krasnoludkami. Ukrywały się one przed człowiekiem, dlatego rzadko je widywano. Wiara w opiekuńcze demony była bardzo rozpowszechniona. Taki dobry duszek był dla gospodarza nieocenioną pomocą, bo wszystko wtedy w zagrodzie się darzyło. Chronił on dom od złodzieja i od ognia, dbał o małe dzieci i zwierzęta, dzięki czemu nie chorowały, w niewidoczny sposób pomagał w każdej pracy. W zamian gospodarz musiał o niego dbać, dobrze się o nim wyrażać bo inaczej opuszczał zagrodę, a gospodyni pod progiem zostawiała dla niego trochę mleka, skibkę chleba, garść kaszy czy kawałek masła.

Złośliwe, nieprzychylne człowiekowi duszki nazywano diabłami domowymi. Z nimi również należało dobrze się obchodzić i podkarmiać, aby nie zezłościły się na gospodarzy, wyrządzając przy tym liczne nieprzewidziane szkody. Dobrze traktowane diabły domowe z czasem mogły zmienić swój stosunek do gospodarzy, przynajmniej nie wyrządzając krzywdy niczemu i nikomu w zagrodzie.

Jesienne dni nieuchronnie zdążały ku zimie, więc mieszkańcy wsi bacznie obserwowali zjawiska pogodowe, aby wysnuć wnioski co ich czeka. Jeżeli w październiku dopisywała ładna, ciepła pogoda, to spodziewano się ostrych mrozów w lutym. Jeżeli natomiast w tym czasie były już mrozy lub przymrozki, to zapowiadały łagodny styczeń. Obfite deszcze październikowe wieszczyły silne wiatry w grudniu. Opady śniegu przed październikowym nowiem wróżyły o okresach odwilży w zimie. Z kolei grzmoty o tej porze roku zapowiadały bardzo zmienną aurę zimową.

 

O rzepie

Rzepa przez wieki stanowiła jeden z podstawowych składników pożywienia ludności wiejskiej, zwłaszcza wśród biedoty. Dopiero kiedy upowszechniła się uprawa kartofli, stopniowo była wypierana na rzecz tych ostatnich. W kuchni wiejskiej przestała być wykorzystywana w początku XX wieku, chociaż do dzisiaj miejscowo jest stosowana jako poplon. Rzepa, podobnie jak brukiew uważana była za synonim biedy i głodu, i dlatego zapewne tak łatwo popadła w zapomnienie. Była to roślina o jadalnym kulistym lub wrzecionowatym korzeniu, białym lub żółtym miąższu, białe, czerwonawej lub czarnej skórce i obfitej naci, która też była wykorzystywana w gospodarstwie. Znana była rzepa letnia i zimowa. Tą letnią, uprawianą w niewielkich ilościach, zbierano stopniowo, w miarę potrzeb. Rzepa zimowa zwyczajowo wyrywana była z ziemi około dnia św. Jadwigi. Wykopywano ją od razu z całego zagonu, często przy pomocy motyki.

[singlepic id=300 float=center]

Rzepa. Zdjęcie: wikipedia.org

Rzepę przechowywano różnie. Oczyszczone z ziemi korzenie często podsuszano, zwłaszcza przeznaczone na niezbyt odległe spożycie. Bulwy do dłuższego przechowywania zabezpieczano przed wilgocią i gniciem poprzez przesypywanie ich piaskiem lub igłami świerkowymi. Składowano je w zagłębieniach, najchętniej wykopanych na zboczu wzniesienia, pod rozłożystym drzewem. Doły przykrywano deskami okrytymi zeschłymi liśćmi, gałęziami lub gliną. Zostawiano jedynie małe otwory, zasłaniane słomą jako wywietrzniki, służące też do wybierania warzyw oraz jako przejście dla kotów, wyłapujących myszy które próbowały dostać się do zapasów. Nać rzepy rozwieszano na płotach i suszono, a w okresie zimowym wykorzystywano jako dodatek do karmy dla bydła. W latach głodu taka nać wykorzystywana była do przyrządzania cienkich polewek1.

[singlepic id=301 float=center]

Rzepa na mleku. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński. 

Ususzone korzenie rzepy przed użyciem moczono przez kilka godzin w zimnej wodzie. Do stołu podawano rzepę w różnych postaciach – gotowaną, pieczoną, duszoną, a nawet kwaszoną. Tak przygotowane bulwy tłuczono i podawano okraszone skwarkami lub olejem. Gotowano z niej zupy z dodatkiem fasoli albo bobu, później kartofli, które kraszono tłuszczem, wzbogacano mlekiem, serwatką albo zaprawiano śmietaną.

Obecnie w kuchni rzepa jest warzywem prawie nieznanym. Niegdyś – poza kuchnią – często wykorzystywana była w medycynie ludowej. Była traktowana jako środek moczopędny i wykrztuśny. Uważano, że ma działanie wzmacniające, a sokiem z rzepy leczono trudno gojące się rany. Taki sok podawano również dzieciom jako najlepszy środek na kaszel. Uporczywy Na schorzenia wątroby i kamienie żółciowe skuteczne miało być picie na czczo soku z rzepy. Ciepły wywar z korzenia skuteczny był na ból zębów, a gotowaną rzepę z marchwią podawano chorym na niedokrwistość.

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

1 Przepis na rzepę na mleku: trzy średnie bulwy rzepy obrać, pokroić na kawałki i obgotować w osolonej wodzie. Wywar odlać, rzepę zalać mlekiem roztrzepanym z dwoma łyżkami mąki tak, żeby przykryła warzywo. Całość chwilę pogotować i na koniec kawałki rzepy rozgnieść widelcem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *