Co łączy przednówek, wodziankę i tarninówkę

Przednówek jest dzisiaj terminem archaicznym, nieznanym i często niezrozumiałym, chociaż jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w niektórych latach wizja tego okresu budziła lęk. Określenie to dotyczy niesprecyzowanego bliżej czasu między kończeniem się zapasów z ubiegłego roku, a pierwszymi plonami w nowym roku. Długość przednówka i jego rozmiar zależały od wielkości zbiorów w roku poprzednim, od zamożności gospodarstwa i od pogody. Bywały lata, kiedy przednówek był niezauważalny, nie dotykał prawie nikogo, zdarzały się też okresy głodu dla wszystkich. U bogatych gospodarzy bywało to określenie mało znaczące, odnoszące się najczęściej jedynie do spożywania potraw mniej urozmaiconych. W gorszej sytuacji byli biedacy – dla nich przednówek był zazwyczaj czasem głodu, w najlepszym razie niedojadania.

W okresie przednówka często na stołach pojawiały się posiłki robione dosłownie z niczego, żeby tylko załagodzić widmo głodu. Były to bieda-zupy, znane jako dziad, zagraj, bieda Maltach, breja, zalewajka, wodzianka, bulczonka, memeja, pokrzywucha, gapun, faćka jak i pod wieloma innymi określeniami. Za surowiec służyły resztki mąki, kaszy, kartofli, nawet nadpsuta żywność, a także różne dodatki – mielona kora, żołędzie, wysuszone korzenie perzu, liście pokrzyw, lebiody, szczawiu i innych roślin. Często ratunkiem była wtedy krowa, nie bez racji zwana na wsi przez wieki żywicielką. Wiosenna trawa powodowała zwiększenie ilości produkowanego przez nie mleka, co ratowało życie wielu mieszkańców wsi.

[singlepic id=267 float=center]

Wodzianka – zupa z pokrzyw. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=266 float=center]

Wodzianka z jajkiem. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=265 float=center]

Wodzianka z kaszą jęczmienną. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

 

Lebioda, komosa, faćka

Roślinę tą jadano przede wszystkim z biedy, często urozmaicano nią wiosenne pożywienie, spożywano jednak tylko liście, ponieważ łodygi zawierają trujące związki powodujące między innymi biegunki. Najchętniej zbierane były młode listki, które następnie parzono wrzątkiem i dodawano do kaszy, przyprawiając ją solą i pieprzem. Dodatek posiekanego jajka, parę łyżek śmietany lub odrobina okrasy zdecydowanie poprawiały smak potrawy. Często sporządzano z lebiody chudą polewkę, z dodatkiem garści krup albo  kartofli.

[singlepic id=269 float=center]

Krzew komosy. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Roślina ta stosowana była powszechnie w lecznictwie ludowym. Wyciągiem z liści i łodyg lebiody leczono dolegliwości żołądkowe. Medycyna ludowa zalecała podawanie sparzonych liści lebiody na wzmocnienie małym dzieciom, zwłaszcza zagrożonym krzywicą i powracającym do zdrowia po ciężkiej chorobie. Liście przykładano na obrzęki i choroby skórne. Napar z korzenia lebiody wykorzystywano do leczenia kaszlu, gorączki i chorób układu oddechowego. Gałązki lebiody często dodawano do wiązanki ze zbóż, ziół i kwiatów, święconych w połowie sierpnia w dniu Matki Boskiej Zielnej. Poświęcona łodygę lebiody wkładano zmarłemu do trumny, pod poduszkę, aby chroniła go w świecie pozagrobowym.

O głogu

Pospolite, cierniste krzewy głodów tworzące często gęste, nieprzebyte wały zieleni na miedzach i pod lasami były od wieków uważane za roślinę magiczną, świętą i chroniąca przed nieszczęściami. Stara ludowa legenda opowiada, że kiedy Matka Boża zrobiła pranie, to właśnie głóg szybko poskromił, schował swoje groźne kolce i podsunął gałązki Maryi, aby mogła na nich powiesić i wysuszyć pieluszki syna. Prawdopodobnie ta opowieść zapoczątkowała ludową tradycję wkładania do kołyski niemowlęcia gałązki głogu, co miało chronić przed urokami. Gałązki głogu wkładano również w okna, szczególnie tam gdzie były małe dzieci, aby chroniły mieszkańców chaty przed czarownicami i urokami. Gałązkę głogu z cierniami wkładano też do trumny zmarłego, aby nie stał się po śmierci groźnym wampirem. Zwyczajowo z gałęzi głogu rozpalano w Wielką Sobotę ogniska przed kościołami, związane z obrzędem święcenia ognia. Uczestnicy nabożeństwa zabierali później kawałki cierni, sporządzając z nich wianek zawieszany na krzyżu wiszącym nad drzwiami wejściowymi do izby.

[singlepic id=270 float=center]

Kwiaty głogu. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=272 float=center]

Święcenie ognia. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Magiczne i lecznicze właściwości przypisywano jednak tylko tym najpowszechniejszym, biało kwitnącym w maju lub na przełomie maja i czerwca krzewom. Głóg był bardzo ceniony w lecznictwie ludowym, a odwary, napary lub nalewki – zwłaszcza ze świeżych owoców zbieranych po przymrozkach lub suszonych – zalecano przy wielu dolegliwościach. Stosowano je przy bezsenności, podagrze, zapaleniu opłucnej, bólach wątroby i woreczka żółciowego, na dolegliwości sercowe i trawienne, hemoroidy, krwawe biegunki i krwotoki wewnętrzne, w stanach przemęczenia oraz przy innych schorzeniach. Przy bólach zębów i dziąseł skuteczne było żucie owoców głogu. Wierzono w jego działanie uspokajające, a wódka nalana na kwiatach pomocna była przy kamieniach nerkowych i kolkach. Naparami z liści smarowano tzw. parchy czyli choroby skóry u zwierząt.

O tarninie

Miedze, nieużytki i obrzeża leśne porośnięte były obficie krzewami tarniny. Tradycja chrześcijańska mówi, że właśnie z tego krzewu zrobiona była korona cierniowa Chrystusa. Według wierzeń ludowych zaczęto ją poprzez to utożsamiać za związana z szatanem, a wtedy Pan Bóg obsypał ją niezliczaną ilością śnieżnobiałych kwiatków, aby w ten sposób dowieść jej niewinności. Ta miododajna roślina również wykorzystywana była w różnorodny sposób w tradycji ludowej. Kuliste, prawie czarne owoce zwano powszechnie tarkami i zbierano je po pierwszych przymrozkach, kiedy traciły swoja cierpkość, a nabierały słodyczy. Stosowano je w kuchni jako dodatek smakowy do potraw, a także przyrządzano z nich różne dżemy, soki i konfitury oraz nalewki zwane tarninówkami. Sok z niedojrzałych owoców służył do barwienia tkanin w odcieniach koloru niebieskiego i granatowego, a z twardego drewna tarniny chętnie sporządzano laski. Kilka tarek wrzuconych do beczki psującego się, kwaśniejącego wina miało skutecznie poprawiać jego smak, a kora tarniny użyta przy owijaniu sera zapewniała dłuższą jego trwałość.

[singlepic id=271 float=center]

Kwiaty tarniny. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Cierniste krzewy tarniny sadzono na grobach samobójców, by powstrzymać ich od straszenia żywych. Obsadzano nią cmentarze, aby zmarli nie wychodzili poza jego granice. Na widok orszaku pogrzebowego kto mógł, wkładał owoc tarniny do ust, aby przeciwdziałać wypadaniu zębów. Wkładane do komina gałązki tarniny miały odstraszać czarownice i wiedźmy. Jej kolce wszywano dzieciom do czapek, aby ochroniły przed urokiem. Zwęglone resztki wrzucone do wody świeconej podnosiły jej wartość ochronną, a dym wydobywający się ze spalania tarniny miał zabierać ze sobą grzechy ludzkie. W medycynie ludowej wywar z kwiatów tarniny leczył dolegliwości żołądka, nerek oraz podawany był jako środek przeczyszczający. Wywar z owoców stosowano przy krwotokach wewnętrznych i biegunce.

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *