Adwent

Adwent – czas oczekiwania, zadumy, zatrzymania w gonitwie codziennego życia…. To pochodzące z łaciny słowo oznacza przyjście i łączy się z przygotowaniem na narodziny Dzieciątka w betlejemskiej stajence. Adwent, rozpoczynający nowy rok kościelny, obchodzony jest od połowy IV wieku, ale jego charakter i czas trwania miał inny wymiar. Dopiero w XX wieku określono jednoznacznie długość na cztery niedziele przed Bożym Narodzeniem. W czasach średniowiecza adwent rozpoczynał się nazajutrz po św. Marcinie (11.11.) i zwany był czterdziestnicą, później czas jego trwania był zmienny, w zależności od poszczególnych parafii lub diecezji. Przez wieki był to czas pokutny, zbliżony formą do przedwielkanocnego postu. Poszczono, czyli „suszono” w środy, piątki i soboty. W pozostałe dni również nie najadano się do syta, a mięso i tłuszcze zwierzęce pojawiały się w niewielkich ilościach na stołach jedynie w niedziele. Powszechnie wierzono, że w czasie adwentu dusze zmarłych przybywają do swoich ludzkich siedzib, a wracają w zaświaty dopiero po wigilii, stąd w sposób szczególny skupiano się na modłach za dusze zmarłych.
Po wsiach panował nastrój skupienia i wyciszenia. Milkła muzyka i wesołe śpiewy, usłyszeć można było jedynie smętne zawodzenia Godzinek czyli specjalnego zestawu okolicznościowych modlitw i innych poważnych pieśni adwentowych. Dla mieszkańców wsi początek adwentu był jednoznaczny z rozpoczynającą się zimą – czasem zaprzestania prac polowych. Niedopuszczalne było już wyganianie bydła na pastwiska. Jakiekolwiek czynności związane z rolą były zwyczajowo zabronione, ponieważ musiała ona spać, odpoczywać po wydaniu plonów i nie wolno było jej przeszkadzać. Zakazy dotyczyły orki, bronowania, grabienia, rozrzucania obornika, kopania dołów, wbijania kołków, a nawet skakania, uderzania batem czy ciągnięcia po ziemi drewna. Głęboko wierzono, że jeżeli jakiś gospodarz naruszy spokój odpoczywającej w adwencie ziemi, zostanie ukarany co najmniej trzema latami nieurodzaju, a także chorobami oraz bezpłodnością, dotyczącą ludzi i zwierząt w gospodarstwie.
Wierzono we wróżebną moc snów adwentowych. Na Śląsku panowało przekonanie, że sny w pierwszą niedzielę adwentu odzwierciedlają wydarzenia z pierwszego kwartału roku, w kolejną – wróża co będzie w następnym kwartale i tak dalej. Powszechne było przekonanie, że długie noce sprzyjają szkodliwym praktykom czarownic, które mogą szkodzić ludziom i zwierzętom. Dlatego też na początku adwentu gospodarze okadzali obory, stajnie, zwierzęta i wszystkie budynki w zagrodzie poświęconymi ziołami, a gospodynie przygotowywały dla bydła wywary z tych ziół, aby czarownice nie odebrały mleka. Ponieważ jednak adwent był przede wszystkim uważany za czas święty, miał on swoich szczególnych patronów. Zaliczano do nich św. Barbarę, opiekunkę rodzin, kowali i pracujących pod ziemią oraz patronkę dobrej śmierci. Odwoływano się również do św. Łucji, patronki dziewic i ociemniałych. Według wierzeń ludowych, od dnia jej święta aż do Bożego Narodzenia przypadały dni wróżebne o pogodzie, gdzie każdy kolejny dzień odzwierciedlał aurę w miesiącach nadchodzącego roku. Wśród najmłodszych, ale nie tylko, najbardziej rozpowszechniony był kult św. Mikołaja, obdarowującego dzieci i potrzebujących prezentami, dobrym słowem i pomocą.
Współcześnie symbolami adwentu są charakterystyczne wieńce, wieszane czasami na drzwiach wejściowych do mieszkań i spotykane we wnętrzach kościelnych. Te ostatnie udekorowane są czterema świecami, zapalanymi stopniowo w kolejne niedziele adwentowe i w ten sposób odmierzającymi czas do świąt bożonarodzeniowych.

[singlepic id=47 float=center]

Wieniec adwentowy. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

[singlepic id=46 float=center]

Wieniec adwentowy. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

Roracie, roracie, jak na imię macie?

Szczególnie pielęgnowanym zwyczajem adwentowym w polskiej tradycji ludowej były roraty – msza wotywna odprawiana we wszystkie dni powszednie ku czci Matki Bożej. Nazwa nabożeństwa pochodzi od pierwszego słowa łacińskiej pieśni śpiewanej w tym czasie na wejście Rorate coeli desuper czyli „Rosę spuśćcie niebiosa”. Ta wyjątkowa msza, znana w polskiej tradycji co najmniej od XIII wieku, odprawiana jest przed świtem. Podobno na stałe zwyczaj odprawiania rorat, za wzorem węgierskim wprowadziła w Krakowie królowa Kinga, żona Bolesława Wstydliwego i późniejsza święta. Wkrótce stały się one jednym z ulubionych nabożeństw na ziemiach polskich. Przed wiekami msza rozpoczynała się w głębokich ciemnościach, jedynie przy blasku jednej płonącej świecy oświetlającej kościół. Ta królująca na ołtarzu świeca, ozdobiona niebieską wstążką i zielenią powszechnie nazywana jest roratką.

[singlepic id=45 float=center]

Roratka. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

W czasach monarchii, najpierw w katedrze na Wawelu a później w Warszawie, roraty rozpoczynały się w sposób niezwykle ceremonialny. Najpierw król stawiał na ołtarzu pięknie ozdobioną, płonącą świecę, za nim prymas i kolejno przedstawiciele wszystkich stanów: senator, szlachcic – ziemianin, rycerz, mieszczanin i chłop. Każdy z nich, stawiając świecę, wygłaszał z powagą słowa „Jestem gotów na sąd boży”. Mieszkańcy wsi chodzili gromadnie na roraty, wychodząc z zagród bardzo wcześnie, w zupełnych ciemnościach, w związku z czym niektórzy nieśli płonące latarnie, którymi oświetlano zaśnieżone ścieżki i drogi. Szli mężczyźni ubrani w ciepłe kożuchy i baranie czapki, kobiety opatulone grubymi chustami czy ciepłymi pledami, młodzież i dzieci. Z nabożeństwem roratnim w tradycyjnej kulturze ludowej wiązał się również ciekawy zwyczaj wróżb matrymonialnych. Wracające z kościoła dziewczyny w panującym jeszcze półmroku obłapiały samotnych kawalerów, zasłaniały im oczy chustką i okręcały ich aż do zawrotu głowy, wołając Roracie, roracie jak na imię macie? Delikwent wypuszczany był dopiero po udzieleniu odpowiedzi, czyli wymienieniu jakiegokolwiek imienia męskiego, na podstawie którego panny wróżyły sobie, kto może być przyszłym małżonkiem.
W większości krajów europejskich roraty od wieków odprawiane są jedynie przez oktawę przez Bożym Narodzeniem, jedynie w niektórych częściach Niemiec, na Węgrzech, w Czechach i Polsce przyjął się zwyczaj odprawiania tej mszy przez cały okres adwentu.

[singlepic id=44 float=center]

Roraty. Zdjęcie: Tomasz Czerwiński.

O rosie

Rosa, czyli zbierające się na roślinach i przedmiotach drobne kropelki wody w wierzeniach ludowych uważana była za wodę niebiańską, posiadającą moc oczyszczającą i zapładniającą ziemię. Panowało przekonanie, że rosa padająca na kwiaty zamienia się w miód, który następnie zbierają pszczoły. To właśnie rosa powodowała, że rośliny nabierały wyjątkowych właściwości leczniczych i magicznych. Żeby zioła były skuteczne, należało je zrywać wraz z poranną rosą, a najlepiej – przy pełni księżyca i ze wschodem słońca. Wszystkie prace polowe najlepiej było zaczynać „o rosie”, czyli wczesnym rankiem, bo wróżyło to szczęśliwe zakończenie. Również na rozpoczęcie dalekiej drogi najchętniej wybierano tą porę. Wiosną, a szczególnie w Wielki Piątek, obfita poranna rosa wróżyła dobry urodzaj.
W medycynie ludowej dodatek zebranej rosy wzmacniał stosowane zabiegi lecznicze. Dziewczęta myły sobie nią twarz dla zapewnienia urody, a zebraną w noc świętojańską likwidowały piegi, różne narośla i kurzajki. Na liszaje najskuteczniejsze było smarowanie ich rosą zebraną z szyby okiennej zaraz po wstaniu z łóżka i wymawianie zaklęcia: „Dobranoc ci liszaju, idź tam, gdzie świniom dają” lub „Liszaju, nie tu się pisaj, ale w karczmie na słupie, a starej babie na d…”. Wierzono, że czarownice także zbierają po polach rosę, by odebrać gospodarzom urodzaj i potem odbierać krowom mleko.

Przysłowia, powiedzenia i zagadki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *